IDIOTYZM lekceważenia katastru w RPrl

listopad 1st, 2011 by wagram

IDIOTYZM lekceważenia brzytwy KATASTRU

Podatek katastralny – zmowa milczenia polityków

Autor: piastolsztyn (zredagowany przez: Analityk)
Czyżby taka była perspektywa emeryta?
Czyżby taka była perspektywa emeryta? / fot. Analityk
Politycy w trakcie obecnych wyborów nabrali przysłowiowej wody w usta i milczą na temat podatku katastralnego. Radni gminni znają już stawkę tego podatku - 1% wartości nieruchomości. Kataster, czyli elektroniczne mapy nieruchomości, które są podstawą do wyliczenia należnego podatku katastralnego
Z przykrością stwierdzam, że pośród partii politycznych panuje swoista zmowa milczenia odnośnie wprowadzenia podatku katastralnego. Przy przyjętej już stawce podatku katastralnego równej 1% wartości nieruchomości, właściciel mieszkania za 300 tys. zł zapłaci 3000 zł rocznie, a właściciel domku za 500 tys. zł zapłaci 5000 zł rocznie. Ten podatek zmiecie z powierzchni ziemi gospodarstwa rolne, bo nawet małe gospodarstwo może “liczyć” na 10 lub 20 tys. zł podatku katastralnego rocznie.
Najpierw 03.02.2011r. do rządu w tym roku napisali radni z dużych miast, by go ponaglić z wprowadzeniem tego podatku. W dużych miastach, w większości, rządzi PO, a więc PO napisało do … PO. Milczy też PSL, bo ileż to obietnic wyborczych można spełnić, jeśli wyborcom zabierze się pieniądze …? Zresztą, Szanowny Czytelniku, skomentuj te milczenie partii i polityków według własnego uznania.
Na horyzoncie jest jeszcze jeden haracz, tzw. opłata urbanistyczna, który to pomysł wyszedł z kancelarii Prezydenta Komorowskiego: http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/gminy-chca-nowych-oplat-dla-mieszkancow,1669923. Konstrukcja tego podatku ma być identyczna, jak podatku katastralnego, jednakże w tym przypadku nie obowiązywałyby stawki maksymalne. Radni gminni na zebraniu podejmowaliby decyzję o jego wysokości, w oparciu o własne “widzimisię”. Przykład opłat za przedszkola wprowadzonych ostatnio przez radnych gminnych wskazuje, jakiego rzędu mogłyby być stawki tego haraczu.
Podatek katastralny - kolejne narzędzie eksterminacji Polaków? Inne nacje dorabiały się przez pokolenia, czas więc, by Polacy również poprzez dorobek kolejnych pokoleń zaczęli dorabiać się rodowych fortun. Podatek katastralny zapobiega akumulacji kapitału i jeśli jesteś biedny, to twe prawnuki też takie będą.
Podatek katastralny odnosi się do jakiejś hipotetycznej wartości, jakby przedmiot miałby być sprzedany teraz, a przecież nie ma sprzedaży czegokolwiek bez określenia czasu sprzedaży, bo jeśli ma to nastąpić w odległej przyszłości, to należałoby od tej przyszłej wartości odjąć przyszłe płatności podatku katastralnego i od uzyskanego wyniku obliczyć wartość PV, czyli obecną wartość przyszłych przychodów.
Nie muszę chyba udowadniać, że inną wartość ma 1000 zł dziś, a inną np. za 40 lat. Łatwo mogłoby się okazać, że w przeliczeniu na dzisiejsze wartości te 1000 zł za 40 lat nie byłoby warte nawet 100 dzisiejszych złotych. O co chodzi w tej manipulacji i rzekomym obiektywizmie podstawy do naliczenia tego podatku? Od razu narzucają się dwa powody. Pierwszy to ten, że nieudolne rządy narobiły długów, a teraz trzeba z czegoś te długi wraz z odsetkami (lichwą) spłacić.
Drugi powód ma źródło w bandytyzmie. Skoro osoba mało zarabiająca ma atrakcyjną nieruchomość w centrum, nie chce się jej pozbyć za bezcen, to trzeba ją do tego przymusić podatkiem katastralnym. Jeśli mało zarabiasz, to mieszkaj w slumsach. Co kogo obchodzą twoje tytuły naukowe. Kiedyś łupiło się ludzi za pomocą maczugi (lub innej broni), a teraz łupi się w białym kołnierzyku za pomocą maczugi prawa.
W bieżącym artykule poruszę tabu polskiej polityki, podatek katastralny. Na temat aktualnego stanu zaawansowania prac nad wprowadzeniem tego podatku mamy więcej pytań, niż odpowiedzi. Ilekroć w mediach pojawia się przeciek na ten temat, tylekroć zapada głęboka cisza. Ponoć Polska zobowiązała się w traktacie akcesyjnym do UE, że wprowadzi ten podatek do 2012r. Piszę “ponoć”, bo nie mam czasu zajmować się lekturą tego dokumentu. Wszystkie znaki na niebie i na ziemi wskazują jednakże, że trwają intensywne prace nad tym podatkiem, ale są one najściślej strzeżoną tajemnicą, tabu. To wszystko nie przeszkadza, by ten temat dogłębnie przeanalizować.
Celem bolszewickiej Rosji była tzw. “urawniłowka”, czyli wszyscy posiadają mniej więcej to samo i nikt poprzez pokolenia nie staje się bogatszy. Kapitalizm, a tak naprawdę zachodni socjalizm, również wytworzył mechanizm, który w pewnym stopniu spełnia funkcję “urawniłowki”, czyli tzw. podatek katastralny. Podatek katastralny zapobiega koncentracji kapitału, a mówiąc bardziej zrozumiale, czyni obywateli biedakami we wszystkich pokoleniach, uniemożliwia ludziom bogacenie się poprzez dorobek kolejnych pokoleń. Obywatelowi biedakowi władza może zawsze coś obiecać przy okazji kolejnych wyborów, a obywatel zamożny może być nie zainteresowany obietnicami władzy, a to już “skandal”.
Podatek katastralny faktycznie ma służyć do spłaty długów rządu, a nie społecznościom lokalnym. W opinii Ś.P. dra Krzysztofa Dzierżawskiego, nie da się znaleźć jakiejkolwiek dobrej strony podatku katastralnego. Jest za to pełen wad. Można wręcz powiedzieć, że składa się wyłącznie z wad, relacjonuje “PB” konkluzję eksperta Centrum im. Adama Smitha. “Nie sądzę aby ktokolwiek inny ucieszył się z podatku katastralnego, niż wierzyciele Polski”. Podatek ten jest planowany jako źródło nowych dochodów w celu spłacania zaciąganych przez NBP i MF zobowiązań dłużnych np. wykupu obligacji. Podatek katastralny jest podatkiem lokalnym, więc MF może sięgnąć doń pośrednio, czyli zmniejszyć subwencje dla gmin, powiatów i województw, a zrekompensować im “starty” nowym podatkiem.
Nie jest też prawdą, że podstawą naliczania tego podatku jest rynkowa wartość nieruchomości, bo np. mieszkanie służące zaspokojeniu potrzeb bytowych, w naszym klimacie, jeśli ma być sprzedane, to w to miejsce za te same, lub większe pieniądze jest odkupywane inne. Poza tym, każdy towar ma określony moment jego zbycia, a jaki jest moment zbycia 40-letniego mieszkania w bloku, który wg założeń konstrukcyjnych miał stać 60 lat, a właściciel chce go sprzedać za kolejne 40 lat? Jaka będzie cena takiego mieszkania za 40 lat? A co z płaconym w międzyczasie podatkiem katastralnym? Podałem przypadek skrajny, ale podstawowe pytanie dotyczy kwestii podstawowej: Czy mieszkanie nie przeznaczone do sprzedaży jest towarem, czy tylko ewentualnie, kiedyś może nim być? Jaka kiedyś będzie cena i czy należy od niej odjąć przyszłe podatki katastralne płacone w międzyczasie? Jeśli ma być obliczona cena mieszkania, jako towaru sprzedanego w przyszłości, to jaka jest jego obecna wartość (PV) i jakiego wskaźnika dyskontowego użyć? Obiektywne odpowiedzi nie istnieją.
Użyję innego przykładu, który jest bardziej zrozumiały dla nie ekonomistów. Idziemy do sklepu, towar leży na półce, podkreślam słowo “towar”, za który to towar należy zapłacić podatek VAT. Póki ten towar leży na półce, tego podatku nie zapłacimy, aż do momentu sprzedaży. Nawet włożenie towaru do koszyka nie jest podstawą do zapłacenia tego podatku, lecz dopiero moment dokonania zakupu przy kasie. Reasumując, podstawą opodatkowania nie jest sam fakt “bycia” towarem, lecz ściśle określony moment jego sprzedaży. W tym momencie zauważymy, że nasze mieszkanie jest w większości przypadków co najwyżej potencjalnym towarem, ale nigdy nie musi nim być, bo właściciel może je np. rozebrać. W przypadku mieszkań absolutnie nie ma możliwości określenia momentu sprzedaży, ani nawet ceny takiego mieszkania w momencie sprzedaży. W związku z powyższym mówienie o obiektywnej podstawie naliczania tego podatku jest kłamstwem, a co najmniej jest wątpliwe i dyskusyjne. Skoro nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo, że chodzi o obrabowanie, nie bójmy się tego słowa, Polaków z kolejnych pieniędzy.
Podatek katastralny ma być niedokuczliwy dla obywateli. Przypomnę podobne obietnice z okresu wprowadzania VAT, który rzekomo miały płacić firmy. Skończyło się na tym, że VAT został wliczony w cenę finalnego produktu, za który płacimy my konsumenci.
Przedstawię parę fragmentów z długiego artykułu (http://zaprasza.net/a.php?PHPSESSID=lhssalesty&article_id=30738&PHPSESSID=lhssalesty ). Artykuł jest oparty na jednej z wersji projektu w sprawie katastru, czyli stawka 1% (ja z kolei spotkałem się ze stawką 2%). To wszystko na razie projekty, ale UE chce, by taki podatek w Polsce wprowadzić do 2012r., a tak przynajmniej kiedyś czytałem. Czasami tylko można natrafić na informacje, że trwają intensywne pracy nad zbudowaniem tzw. katastru, czyli mówiąc inaczej, bazy, spisu nieruchomości, na podstawie której byłby naliczany podatek katastralny. Skoro taka baza jest budowana, to oznacza, że trwają intensywne prace nad odpowiednią ustawą. Kiedyś jednemu z urzędników “wymskło” się, że trwają prace nad wprowadzeniem tego podatku, przeprowadziłem intensywna krytykę na forach, czynniki oficjalne zdystansowały się od informacji i od tamtej pory trwa w tym temacie wymowna cisza. Cisza nie oznacza, że nie ma prac nad stosowną ustawą, a jedynie, ze jest to temat niepożądany przed wyborami parlamentarnymi
Ceny mieszkań w Berlinie, Wiedniu i Lizbonie niższe, niż w Warszawie. Tak więc droższe nieruchomości w Polsce, obłożone identyczną stawką podatku katastralnego, jak na Zachodzie sprawią, że zapłacony podatek w odniesieniu do polskich zarobków będzie wielokrotnie wyższy (jako % zarobków). Wielu Polaków w ten sposób będzie wygnanych ze swych domostw w Polsce, a w szczególności z tych bardziej atrakcyjnych, bądź położonych w bardziej atrakcyjnej okolicy.”Zarabiasz mało, to mieszkaj w dzielnicy slumsów” – faktyczny skutek proponowanego podatku. Niektóre osoby nawet nie kryją się z takim właśnie celem wprowadzenia podatku katastralnego.
Przykład: emerytka na warszawskiej Białołęce ma dom z 1000-metrową działką. Nieruchomość jest położona przy trasie dojazdowej do Warszawy. Jedynym dochodem starszej pani jest emerytura w wysokości 1000 zł. Cena rynkowa działki to przynajmniej 700 zł/mkw., dom o powierzchni 120 mkw. wart jest ok. 200 tys. zł. Za podatek katastralny emerytka musiałaby płacić 9 tys. zł rocznie! Pani Elżbieta mieszka w tym domu od 60 lat. Według prognoz UE przyszła przeciętna realna emerytura w Polsce spadnie aż o 44% w stosunku do dzisiejszych (obecnie przeciętnie jest to 1500 zł). Pod linkiem jest o spadku przeciętnej emerytury o 44%, co w połączeniu z podatkiem katastralnym oznacza błyskawiczną eksterminację Polaków, a dla wymienionej w przykładzie emerytki oznacza to eksmisję do slumsów.
Kolejny przykład (przy 1 proc. podatku bez żadnych ulg): 35-metrowe mieszkanie warte 250 tys. zł w Krakowie. W tym wypadku trzeba by zapłacić 2 500 zł. A według obecnych stawek? 19,6 zł. (stawka za 1 mkw. w Krakowie to 0,56 zł). Jak widać, nawet właściciele małych mieszkań mogą dużo stracić. Gdyby wprowadzono podatek katastralny, Skarb Państwa by się “obłowił”, a 80 proc. Polaków nie byłoby stać na jego zapłacenie. Nagle okazałoby się, że mamy w Polsce bardzo dużo bezdomnych. Tak więc 80% obywateli może potencjalnie zostać bezdomnymi.
Czy my Polacy jesteśmy bezbronni wobec perspektywy podatku katastralnego? Przed wyborami należy spytać partie i polityków o ich stanowisko w sprawie tego podatku. Do tego należy wyeliminować partie, które wprost łamią swe obietnice wyborcze. Dla przykładu PO w wyborach z 2007r. obiecało, że “będzie dziedziczenie OFE oraz tzw. emerytury małżeńskie”. Następnie, wkrótce po wyborach do Sejmu trafił projekt ustawy sprzeczny z tą obietnicą, który następnie został uchwalony 21.11.2008r. Obietnice takiej partii mogą być równie niewiarygodne, więc nie ma co ryzykować.
Argumenty z forów internetowych. Jakiś forumowicz argumentował, że wprowadzenie tego podatku zwiększy podaż nieruchomości do kupienia za bezcen. Ktoś mu odpisał, że “jeśli szukasz sponsorów, dołącz do cór Koryntu, mili, stęsknieni panowie czekają”. Ktoś inny napisał, że “od 01.01.2016r. obywatele UE będą mogli bez przeszkód i bez pozwoleń kupować nieruchomości w Polsce, a więc niech nie liczy na kupno atrakcyjnych nieruchomości w Polsce za bezcen”. Z kolei jakiś działacz UPR nazwał ten podatek (w terminologii UPR “pogłówny”) nowoczesnym. Ktoś skontrował, że “podatek katastralny jest ulubionym narzędziem bolszewików, socjalistów oraz komunistów, a więc poparcie UPR dla tego podatku stawia tę partię pośród formacji lewicowych”.
http://interia360.pl/polska/artykul/podatek-katastralny,48616

kierunek - CHINA

listopad 1st, 2011 by wagram

kierunek: CHINY * “NSDAP” XXI wieku

Recenzja: Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka

“W Chinach czułem się jak dziad”
Piotr Gadzinowski

MUST READ! MUST READ! I jeszcze raz: MUST READ! “Chiny światowym hegemonem? Imperializm ekonomiczny Państwa Środka” autorstwa Jean-Paula Guicharda, ekonomisty i historyka z Uniwersytetu w Nicei oraz Antoine Bruneta, byłego prezesa francuskiego oddziału HSBC to książka wbijająca w fotel i otwierająca oczy, na to co się naprawdę dzieje na świecie, w czasie gdy Polactwo jest zajęte grillowaniem na Zielonej Wyspie.

Autorzy wyjaśniają dlaczego Chiny przez ostatnie 20 lat stały się drugą, jeśli nawet nie pierwszą potęgę gospodarczą i polityczną świata (PKB liczony na podstawie parytetu siły nabywczej wynoszący około 20 proc. światowego, niemal tyle samo co USA!). To wina przede wszystkim tego, że w ChRL panuje ustrój o nazwie: kapitalizm totalitarny, mający wiele podobieństw np. z III Rzeszą. Pod kierownictwem totalitarnego geniusza Deng Xiaopinga, Pekin przeanalizował jakie błędy w walce o dominację popełniły ZSRR oraz przedwojenna i powojenna Japonia. Chińczycy zaczęli więc walczyć o zdobycie władzy nad światem za pomocą tej samej strategii jaką w dawnych wiekach realizowały w tym celu Imperium Brytyjskie i USA - merkantylizmu, ciągłego wypracowywania nadwyżek handlowych z resztą świata. Udaje im się to osiągać za pomocą ofensywnego protekcjonizmu monetarnego, czyli znacznemu zaniżaniu kursu juana. To tak jakby wszystkie towary eksportowane przez Chiny były wspierane subsydiami wynoszącymi 50 proc. ich wartości, a towary importowane do Chin obłożone 100 proc. cłem. ChRL posiada jeszcze jeden atut: ogromny rezerwuar niemal niewolniczej siły roboczej (nielegalni migranci wewnętrzni - 150 mln ludzi), utrzymywany w posłuchu przez totalitarny aparat mafijnego państwa. W ten sposób Chińczycy są w stanie produkować nawet 80 razy taniej od Amerykanów i Europejczyków a 9 razy taniej od Meksykanów. Odkąd Chiny w 2001 r. wstąpiły do WTO, masakrują, za pomocą tej hipernieuczciwej konkurencji gospodarki państw rozwiniętych - przyczyniając się do postępującej ich dezindustrializacji i wzrostu bezrobocia, stają się ich wierzycielami i potajemnie prowadzą do destabilizacji ich rynków długu. To otwarta wojna gospodarcza, w której rolę V-tej kolumny odgrywają wielkie koncerny masowo przenoszące produkcję do ChRL i jej państw wasalnych, dezindustrializując przy tym Zachód. W planach Chińczyków jest zastąpienie USA w roli światowego hegemona (po zniszczeniu Ameryki), a Europie wyznaczenie roli centrum turystyczno-rozrywkowego, czyli takiej funkcji jaką zaplanował dla Francji Adolf Hitler. Jedynym dobrym aspektem chińskiej strategii jest odebranie Ruskim “prastarych chińskich ziem zrabowanych na mocy nierównoprawnych traktatów”. Stanie się tak dopiero wtedy, gdy totalitarni postkomunistyczni kapitaliści z Pekinu zrobią z wszystkich białych ludzi dziadów.

Pozycja ta jest szczególnie cenna, gdyż obala mity typu “wolny handel jest zawsze dobry, a protekcjonizm zawsze zły”. Autorzy wyjaśniają m.in. : jak Japonia doszła do potęgi po II wojnie światowej? jak doszło u niej do straconej dekady? dlaczego prezydent Clinton rozpoczął w interesie amerykańskiej oligarchii politykę niszczenia Japonii za pomocą wspierania Chin? jak wpuszczenie przez Clintona Chin do WTO wpłynęło na wybuch kryzysu w USA? a przede wszystkim, jak się bronić przed chińską agresją gospodarczą. Zdaniem autorów jest jedna droga: państwa rozwinięte powinny jednocześnie opuścić WTO i założyć WTO-bis, w której nie będzie miejsca dla państw stosujących monetarny protekcjonizm.

Niestety, administracja Obamy, choć powoli przestawia się na konfrontację z Chinami, nie ma zamiaru uderzać ChRL, tam gdzie ją naprawdę zaboli - w zaniżony kurs juana. Jedynym człowiekiem w tej administracji rozumiejącym niebezpieczeństwo chińskiego ofensywnego monetarnego protekcjonizmu jest sekretarz skarbu Timothy Geithner. Niestety, amerykańska oligarchia nie pozwala mu działać w obronie własnego kraju. W Europie wszyscy natomiast wypatrują Chin jak rycerza na białym koniu. Jednym z nielicznych, który zdaje sobie sprawę z chińskiego niebezpieczeństwa jest kandydat socjalistów na prezydenta Francji Francois Holland. Paradoks: przemysł krajów Zachodu jest niszczony przez kapitalistów działających w zmowie z Chinami, ratować chcą  go działacze związkowi…

Ps. Danek, Bekier i Lasecki - działacze “Falangi” (chiń. Falong-ga) błaznują przyjmując maoistowską retorykę mówiącą, że trzeba bronić świata przed imperialistycznymi wyzyskiwaczami z USA. Tak naprawdę to towarzysze z Pekinu są największymi wyzyskiwaczami i imperialistami na świecie. Ale w błaznowaniu falangistów jest metoda, po tym jak płemieł Tusk i minister Grabarczyk obrazili swoją niekompetencją chińskie kierownictwo Chińczycy być może szukają, kogo z polskich polityków sobie kupić. Wielkiego wyboru nie mają, bo pewnie postrzegają większość z nich za agentów Rosji, a PiS za ludzi Ameryki. Kto im więc pozostaje? Stronnik Hu Yao Banga Pa Li Kot?

prof. A. Zybertowicz

lipiec 7th, 2009 by wagram

zybertowicz-dziennik-mafia-w-rdzeniu-panstwa

LENIN, 1914

lipiec 7th, 2009 by wagram
http://www.palestra.pl/index.php?go=artykul&id=3055
 
LENIN w  C.K. WIĘZIENIU 1914
W sierpniu 1914 roku Włodzimierz Uljanow o pseudonimie Lenin, z wykształcenia prawnik, przez pewien okres praktykujący jako adwokat, rzeczywiście przebywał na wakacjach w Białym Dunajcu wraz z żoną, Nadieżdą Krupską. Z chwilą wybuchu wojny jako obywatel rosyjski został zatrzymany z podejrzeniem szpiegostwa. Jakie były okoliczności osadzenia w areszcie, jakie, niestety, zwolnienia? Ostatnio jeden z moich kolegów podsunął mi artykuł opublikowany 10 lat temu w regionalnym piśmie5. Wynikało z niego, że dziennikarz rozmawiał z Antonim Głowińskim, którego ojciec przesłuchiwał był zatrzymanego adwokata (a niech to diabli!) Lenina. Można powiedzieć, ciekawostka i tyle. W najśmielszych oczekiwaniach nie zakładałem, do kogo zaprowadzi mnie zainteresowanie tą sprawą.
Potęga Internetu. Co szkodzi zapytać Google. Wstukuję imię i nazwisko Antoniego Głowińskiego. Na pierwszej pozycji – magister inżynier, mieszka w Warszawie. Co szkodzi zadzwonić. Po drugiej stronie zaskoczenie, ale rozmówca potwierdza, iż faktycznie, jest synem tego, który zetknął się z Leninem. Zaciekawiony moim zaciekawieniem Antoni Głowiński proponuje spotkanie. I nazajutrz dochodzi do świetnej rozmowy. Już w pierwszych chwilach powiało dobrymi klimatami. Mój gość przyniósł ze sobą książkę swego autorstwa pt. „Komentarze Rodzinnne”6. Nic jednak nie zastąpi żywego słowa. I popłynęła opowieść całkiem niezwykła.
Rodzina Głowińskich herbu Godziemba ma rozległą historię. Pierwsze wzmianki znajdują się w Kronice Jana Długosza, a pierwsze zapiski dotyczące konkretnych osób pochodzą z XIV wieku. Głowińscy byli konfederatami barskimi, oficerami napoleońskimi, powstańcami listopadowymi i styczniowymi.
Jeden z potomków tego rodu, Kazimierz Godziemba Głowiński, ojciec Antoniego, był w sierpniu 1914 roku komisarzem powiatowym w Nowym Targu, co odpowiadało funkcji wicestarosty odpowiedzialnego za kierowanie całym urzędem starościańskim i porządek na terenie powiatu. To właśnie Kazimierz Głowiński, z wykształcenia prawnik (ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie), przesłuchiwał Lenina zatrzymanego przez wachmistrza Matuszczyka. Ponoć panowała wówczas psychoza podejrzeń o szpiegostwo, dlatego sytuacja przyszłego dyktatora była nie do pozazdroszczenia.
Głowiński nadał sprawie urzędowy bieg. Tymczasem w sprawie uwolnienia Włodzimierza Uljanowa interweniowało wiele osób. Między innymi Franciszek Smereczyński, znany jako Władysław Orkan; niech mu to będzie odpuszczone za to, co uczynił dla polskiej literatury.
Po jedenastu dniach Cesarsko-Królewski Sąd Ochrony Krajowej w Krakowie orzekł o zwolnieniu Lenina. Zapewne o tak rychłej decyzji zdecydowały znane i niewątpliwe dziś jego kontakty z wywiadem niemieckim.
Podczas pożegnalnej rozmowy Lenin poprosił Kazimierza Głowińskiego o prywatną pożyczkę na koszty podróży do Szwajcarii. I ten z własnych środków pożyczył kilkaset koron austriackich. Czy o tym geście życzliwości zdecydowało wstawiennictwo popularnego już wówczas Władysława Orkana? Lenin otrzymanie pieniędzy pokwitował. Antoni Głowiński mówi dziś, że ojciec, opowiadając o tym, wspominał, że wtedy Lenin był sympatycznym człowiekiem, szybko nawiązującym kontakt z ludźmi i wydawało się, że niegroźnym utopistą.
Włodzimierz zwany Leninem pozostawił na Podhalu jeszcze jeden dług. Winien był pieniądze sklepikarzowi Emanuelowi Singerowi. Ale ów dług w imieniu Lenina został uregulowany przez jego znajomego z czasów pobytów w Polsce, Jakuba Haneckego, który znalazł się w sowieckiej dyplomacji. Podobno i z Kazimierzem Głowińskim ktoś próbował nawiązać kontakt w sprawie długu, ale ten odmówił jakichkolwiek spotkań z przedstawicielem reżimu sowieckiego.
Kazimierz Głowiński na początku lat dwudziestych, już jako starosta nowotarski, przeszedł na emeryturę i osiadł w rodzinnym majątku w Rabie Wyżnej. Zabrał dokumenty dotyczące zatrzymania Lenina oraz jego pokwitowanie pożyczki, które pokazywał wielu osobom jako ciekawostkę historyczną. Kazimierz Głowiński, nota bene spowinowacony z rodziną Jana Matejki, „dystyngowany starszy pan, małomówny, elegancki i systematyczny”, jak opisuje go syn, nie unikał pracy fizycznej. Zginął w czerwcu 1942 roku w banalnym i tragicznym wypadku, przygnieciony drzewem w tartaku. Po jego śmierci Antoni, wówczas osiemnastoletni, porządkował wraz z matką gabinet ojca. Wówczas w papierowej teczce znaleźli „papiery leninowskie”. Były tam: telegram ze starostwa w Nowym Targu do Namiestnictwa we Lwowie z pokwitowaniem, brulion przesłuchania Lenina spisany przez Kazimierza Głowińskiego, pismo starostwa do Cesarsko-Królewskiego Sztabu Generalnego Oddziału w Krakowie, pismo Namiestnictwa do Starostwa Nowotarskiego i odpis protokołu aresztowania. Brakowało, niestety, pisma Władysława Orkana i pokwitowania podpisanego przez Lenina.
Myli się ktoś, kto sądzi, że historia ta ma się ku końcowi. Antoni Głowiński, dziś starszy mężczyzna o ujmującym sposobie bycia, był podczas wojny żołnierzem Armii Krajowej, brał udział w Powstaniu Warszawskim i został ciężko ranny. Od 1947 roku zamieszkał w Warszawie u swego krewnego, Fryderyka Zolla, ojca Andrzeja. Tak, tego Andrzeja Zolla. W pierwszych dniach sierpnia 1949 roku zostaje aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa wuj Redek, jak mówi o Fryderyku Antoni Głowiński. Za co? Otóż Fryderyk Zoll, uczestnik walk o Lwów w 1918 roku, żołnierz wojen w latach 1920 i 1939, był członkiem Delegatury Rządu na Kraj, jednym z dowódców, w stopniu majora, Kedywu Okręgu Warszawskiego AK, walczył w Powstaniu; zginęło wówczas dwóch jego synów, starszych braci Andrzeja.
Antoni Głowiński (o którym Andrzej Zoll mówi, że jest człowiekiem bez rysy) wspomina naradę rodzinną z udziałem Józefa Zolla, brata Fryderyka. Słysząc, że osoby posiadające listy Dzierżyńskiego wykupywały z sowieckich więzień swoich bliskich, Głowiński proponuje wykorzystanie „papierów leninowskich” do uwolnienia wuja. Józef Zoll (który dobrze pamiętał, jak Kazimierz Głowiński pokazywał pokwitowanie pieniędzy przez Lenina) obruszył się na tak niepoważny pomysł. Ale po kilku dniach poprosił o przywiezienie tych dokumentów.
I tu kolejna odsłona. Józef Zoll nawiązuje kontakt z obracającą się w świecie artystycznym Izabelą „Czajką” Stachowicz7. Ona to uznała pomysł wykupienia, znanego jej wcześniej aresztowanego, za bardzo dobry pod hasłem, że to krewny tego, „który uwolnił Lenina”. Porozumiała się z kierownikiem Wydziału Historii Partii, niejaką Heleną Kamińską. Ta w obecności Antoniego Głowińskiego konfrontowała dokumenty ze źródłami historycznymi, za które uważała wspomnienia Nadzieżdy Krupskiej. Zgadzało się. Towarzyszkę Kamińską zainteresowało również pokwitowanie Lenina i list Władysława Orkana.
Kontynuując swój pomysł, być może ratujący życie Fryderyka Zolla (że to nie przesada, przekonuje tragiczny los dowódcy Kedywu, generała Augusta Emila Fieldorfa), Antoni Głowiński pojechał do Raby Wyżnej. Dwór – pałac został już zagrabiony przez tak zwaną władzę ludową. Żołnierze Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – opowiada mój rozmówca – przeszukiwali wszystkie zakamarki, sondowali ziemię w piwnicach. Bezskutecznie.
Czy Kazimierz Głowiński tak zmyślnie ukrył pokwitowanie Lenina, że ujrzy ono światło jeszcze innego czasu? Historia, jak wiadomo, zna takie, liczne przypadki. A czy dług Włodzimierza Uljanowa vel Lenina przedawnił się? Jeśli na pokwitowaniu nie było oznaczenia terminu zwrotu pożyczki… Zagadnienie dla prawniczych archeologów.
„Papiery leninowskie” zostały, według wiedzy rodziny, zawiezione jako prezent komunistycznych władz na siedemdziesięciolecie urodzin innego zbrodniarza, Józefa Stalina.
A Fryderyk Zoll?
„Kilka dni przed Bożym Narodzeniem 1949 roku – wspomina Antoni Głowiński – uczyłem się w pokoju u wuja w mieszkaniu przy ulicy Ursynowskiej w Warszawie. W pewnym momencie drzwi otwierają się i wchodzi wuj Redek, z wąsami, w lekkiej marynarce, a był silny mróz, i dosyć podniecony mówi, że właśnie przybiegł z ulicy Rakowieckiej. Od razu zapytał mnie: «Coś ty narozrabiał, że tak dokładnie wypytywali się o ciebie i rodzinę Głowińskich»”.
Antoni Głowiński dodaje skromnie, że znaczącą rolę w uwolnieniu Fryderyka Zolla miała Izabela „Czajka” Stachowicz, która – dorzucił – po opuszczeniu przez niego więzienia na Mokotowie (nie obawiajmy się lżejszego tonu), spiła się jak „Iza-
-Bella”.
Kazimierz Głowiński i Antoni Głowiński – ojciec i syn.
Fryderyk Zoll i Andrzej Zoll – ojciec i syn.

PRZYPISY:

1 Antoni Ferdynand Ossendowski, Lenin, LTW Łomianki 2008, s. 23–24.
2 Lenin. Korespondencja wojenna 1917–1920, Wydawnictwo MON Warszawa 1958, s. 307 (Notatka do J. W. Stalina z czerwca 1919 r.).
3 Op. cit., s. 441 (depesza z 27 lutego 1920 r.).
4 Autorem wiersza jest Julian Tuwim, przy czym autorstwo dwóch pierwszych zwrotek niektórzy przypisują Januszowi Minkiewiczowi.
5 Krzysztof Strauchmann, „Nasze Strony” 1997.
6 Antoni S. Głowiński, Komentarze Rodzinne (Głowińscy z Raby Wyżnej), Wydawnictwo „Czuwajmy”, Kraków 2008. Tę niezwykle interesującą i sympatyczną książkę, zasługującą na pewno na szersze rozpowszechnienie, wydano staraniem i nakładem wójta Gminy Raba Wyżna – Andrzeja Dziwisza, bratanka Kardynała.
7 Izabela „Czajka” Stachowicz (1893–1969), używająca także pseudonimu Iza Bell, przyjaciółka i muza Stanisława I. Witkiewicza i Witolda Gombrowicza. Malarka, pisarka, autorka popularnych opowieści autobiograficznych. Po ucieczce z getta wstąpiła do AL. Po wojnie zaangażowana w odzyskiwanie zrabowanych dzieł sztuki. Miała stopień kapitana UB.

Welcome in RPrl 1989 - 2009

lipiec 7th, 2009 by wagram

WYZWANIE ROZWOJOWE - CZYLI KIEDY ZGAŚNIE ŚWIATŁO?

Przypadki rządzą światem. Więc pewnie przez przypadek dzień po opublikowaniu przez zespół doradców strategicznych Premiera raporcie: „Polska 2030. Wyzwania rozwojowe”, o którym pisałem w poprzednim wpisie, odbyła się w Warszawie V Międzynarodowa Konferencja New Energy User Friendly. Wygłoszony w jej trakcie referat Pana Profesora Krzysztofa Żmijewskiego świetnie koresponduje (to znaczy nie koresponduje) z wyzwaniem numer 5 jakie pojawiło się w raporcie doradców strategicznych premiera: ”Bezpieczeństwo energetyczno-kimatyczne”. Profesor Żmijewski twierdzi, że latach 2008-2012 deficyt pozwoleń na emisje CO2 oznacza dla europejskich konsumentów wydatki rzędu 300 mln € rocznie, a przyjęty przez Komisję Europejską Emissions Trading Scheme (ETS) na lata 2013-2020 będzie ich kosztował od 2,3 do 7,3 mld € ROCZNIE! Oznacza to wzrost cen za energię elektryczną od 12 do 37 €/MW.

Oczywiście energia elektryczna w Polsce jest za tania (statystyczne gospodarstwo domowe wydaje dziś więcej na telefony niż energię elektryczną) ale wzrost cen o 93% (a tak jest w jednym scenariuszu) wynikający z decyzji czysto politycznych, to nie jest korekta, ale katastrofa.

Niestety ponad 90% energii zużywanej w Polsce pochodzi z węgla kamiennego. Dlatego produkcja 1MWh oznacza emisję 1t CO2.

Przy cenie 40-80 € za prawo do emisji tony CO2 polska elektro-energetyka będzie musiała wysupłać od 1,5 do 3 mld € ROCZNIE! Ale to i tak mały „pikuś”, bo jak twierdzi Pan Profesor Żmijewski (były prezes zarządu PSE) na inwestycje w samej energetyce polskie firmy powinny wydać 100 mld €!!! A w ciepłownictwie prawie tyle samo.

Tymczasem w ENEI 22 czerwca odbył się dwugodzinny strajk ostrzegawczy. Pracownicy domagają się podwyżek płac. Wytłumaczenie mają proste: przecież nawet ministrowie dostali podwyżki od nowego roku. To prawda, że przykład idzie z góry, ale powołując się na ten przykład – czyli podwyżki dla ministrów i zarządu – związkowcy z ENEI zapomnieli, że ponad 100 tys. energetyków w całym kraju ma coś, czego ministrowie i zarządy spółek energetycznych nie mają. Mianowicie gwarancje zatrudnienia. Budując „bezpieczeństwo energetyczne” kraju, które jak wiadomo nie zależy od inwestycji w turbiny w elektrowniach tylko od inwestycji w „kapitał ludzki” czyli swoich własnych prezesów i budowę odpowiednich „struktur gospodarczych” rząd PiS budował „czebole” energetyczne, a żeby przekupić związkowców zafundował im nie lada przywileje. Bo przecież związkowcy mają gdzieś optymalizację procesów gospodarczych a interesują ich jedynie własne przywileje. Jak kiedyś szlachtę. W trakcie restrukturyzacji sektora energetycznego w latach związkowcy wynegocjowali z zarządami, przy aprobacie rządu, dziesięcioletnie gwarancje zatrudnienia, bonusy trzy razy w roku, zapewnienie corocznych podwyżek według wskaźnika wzrostu wynagrodzeń. A na podstawie ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla pracowników przemysłu energetycznego z 1993 roku po przepracowaniu roku pracownicy sektora nabywają prawo kupowania prądu z 80-ci procentową ulgą w limicie 3 tys. kWh/r. Pracownik pokrywa koszty w wysokości 20% rachunku za energię i usługę przesyłową. Pozostałą część należności reguluje pracodawca. Dla porównania średnie gospodarstwo domowe w Warszawie zużywa rocznie ok. 2,2 tys. kWh.

Jak się to wszystko policzy, to chyba najwyższy czas uświadomić sobie, że około roku 2017 może być w naszych domach ciemno… A bez prądu trudno będzie sprostać tym wszystkim wyzwaniom rozwojowym, na które zwrócił uwagę zespół doradców strategicznych Premiera w raporcie: „Polska 2030”.

Przebieg zamachu na World Trade Center i Pentagon